Pszczela Wola INFO - co nowego w Pszczelej Woli. Zapraszamy absolwentów i sympatyków.
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomo¶ciZaloguj się, by sprawdzić wiadomo¶ci   ZalogujZaloguj 
GALERIA Pszczelipark
Miód

POLSKIE MIODY Z PASIEK

Pszczela Wola Lubelskie Towarzystwo Pszczelnicze Giełda Pszczelarska Przepisy z Miodem Miod Pszczeli szerszenie sławomir trzybiński Dom Pszczelarza Kamianna CENY MIODUżycie miodem słodzoneGaleria pszczelarska

ile kosztuje miód

NAJLEPSZE STRONY O POLSKIM MIODZIE


ROMAN WOLNY

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FORUM ABSOLWENTÓW TP Pszczela Wola Strona Główna -> Pogaduchy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomo¶ć
slawek
Opiekun Forum


Doł±czył: 13 Lis 2006
Posty: 361
Sk±d: LUBLIN tel. 795777470

PostWysłany: Sro PaĽ 21, 2009 12:53 am    Temat postu: ROMAN WOLNY Odpowiedz z cytatem

Zobaczyłam obej¶cie i kilkoma domkami naprawdę się zachwyciłam. Były stare i piękne, a inne - jeszcze starsze - wcale nie przypominały czego innego niż tylko koszyk, kobiałeczkę. A ten duży, ze spadzistym dachem i ażurowymi detalami - ten mnie całkiem zachwycił. Stał w cieniu drzewa, opodal klombu, jak w zaczarowanym ogrodzie. Oczu nie mogłam oderwać. Korciło mnie, zżerała ciekawo¶ć, co też tam w ¶rodku mogło się dziać. I jakby tego było mało - jeszcze ten wszechobecny, odurzaj±cy zapach ziół.

Weszli¶my do Dużego Domu. Tuż za progiem naocznie się przekonałam z kim mam do czynienia. Prawdziwe oblicze Gospodarza. Złoto - słoneczne słoiki, woskowe ¶wiece, bielu¶ki kombinezon, szerokie rondo kapelusza, spowite gęst±, przejrzyst± siatk±. Zapach. Niepowtarzalny, nigdy przedtem nie wdychany, gęsty i słodki.
kombinezona P. Romka

Zasiedli¶my przy stole, pili¶my miętę z ogrodu, spod okna, słodzon± miodem. Lipowe niebo. No i zebrało nam się na pogaduszki. Zapytałam o moje znajome, znane mi od dzieciństwa, o których wiedziałam tylko tyle, że się ich boję i nie lubię, gdy się zbliżaj±. Panu Romkowi zabłysły oczy. Rozsiadł się. Wiedziałam, że je zna, że ma w najbliższym s±siedztwie, że spędza z nimi wiele czasu, ale nie wiedziałam, że...że po prostu je kocha.

„One nie żyj± długo - powiedział. - Miesi±c? Tylko królowe maj± przed sob± jakie¶ 4, góra 6 lat, ale wtedy, to już królowa pada ze staro¶ci. Tyle, że pszczelarzowi przydatna jest tylko przez rok - dwa, a wi±że się to z jej możliwo¶ciami składania jajeczek. W naturze królowa ginie sama, ale w pasiece... Ja tego jeszcze nigdy nie zrobiłem, bo to polega na brutalnym ukręcaniu łba, nie mogłem. Zreszt±, albo następczyni, albo robotnice same j±, star± królow±, eliminuj±.

Póki co, wokół królowej gromadzi się przez jaki¶ czas całe życie ula. Królowa produkuje te swoje feromony i to dzięki nim wszystko się wokół niej kręci. Królowa rz±dzi, a potem przestaje rz±dzić, bo ul - to jest skomplikowana, ¶wietnie zorganizowana społeczno¶ć, rz±dz±ca się własnymi, niezmiennymi prawami. Przychodzi dzień, kiedy rój się dzieli. Wychodzi stara matka, za ni± idzie czę¶ć pszczół. Czasem widać, jak taki rój leci, a to zawsze oznacza jedno: rodzina pszczela się podzieliła. W ulu została matka młoda. Je¶li matki walcz± w ulu, to jest to walka na ¶mierć i życie, to która¶ matka zginie, nie wyjdzie z roju (to jest jedyna agresja królowych: wobec siebie. Matki nie ż±dl±, nic z tych rzeczy. Tocz± tylko walkę z inn± matk±). Ale to nie jest bezsensowna wojna, tylko naturalny rozwój, pomnażanie rodziny pszczelej. Wymóg i dyktat przyrody.


Ale może być i inny scenariusz: rój pszczeli wychodzi - wychodzi ze star± matk± przed wykluciem się młodej, albo w dniu jej wyklucia. Te matki się ze sob± nie spotykaj±. Gdyby się spotkały, stoczyłyby walkę - która¶ matka by zginęła i wtedy rój by nie wyszedł, tylko został z now± matk± - zwyciężczyni± (patrz wyżej). Jeżeli byłby tylko jeden matecznik, z którego wyszłaby matka i stanęła do wojny z dotychczasow±, to byłaby to nowa matka wykluta z matecznika ratunkowego, bo stara, ze względu na wiek, czy ułomno¶ci nie jest dłużej tolerowana przez pszczoły i wtedy dochodzi do wymiany matki na doskonalsz±.

Natomiast przy biologicznym podziale rodziny pszczelej mateczników jest kilka, kilkana¶cie. Wtedy stara matka może wyj¶ć z rojem, a z nowych mateczników wykluwa się następna, która może zgryĽć pozostałe mateczniki i tym samym skraca cykl rozwoju następnych konkurentek, nie doprowadzaj±c do ich urodzenia. A je¶li w tym samym dniu urodz± się dwie matki - one obie staczaj± wojnę, która¶ musi zgin±ć. Nie jest możliwe, by jedna z nich wyszła z ula z czę¶ci± rodziny, nie wyjdzie rój w wyniku takiej wojny. Natomiast może wyj¶ć drugi rój, z młod± matk±, już z młodymi pszczołami, gdy się wykluje w dalszej kolejno¶ci z następnego matecznika. Cykl się powtarza: wychodzi pierwak, drużak, itd., czyli - nowo zorganizowany rój - i zakłada now± społeczno¶ć.

Pszczoły nigdy nie lec± w nieznane. Najpierw lataj± zwiadowcy. Znalazła się stara dziupla, albo jaki¶ komin - i to jest to upatrzone miejsce. Wracaj±. Tańcem, specjalnymi gestami przekazuj± wiadomo¶ci o nowym siedlisku. Pszczoły, które odchodz±, w wolach zabieraj± czę¶ć pokarmu ze starej spiżarni, bo wiedz±, że w pierwszym okresie musz± wybudować plastry i nie będzie czasu na latanie z kwiatka na kwiatek. Dopiero potem zaczynaj± się regularne loty.

A w starym ulu rz±dzi młodzież. Matka i robotnice dojrzewaj±, ale pocz±tki s± trudne. Rodzina jest osłabiona, trzeba poczekać, aż nowy ul dojrzeje.

Najlepiej, gdy pszczelarz dostrzeże, że mu się w ulu szykuje nastrój rojowy. Dzieli wtedy rodzinę na dwie czę¶ci i pszczoły nie szukaj± szczę¶cia gdzie indziej. Pszczelarz bierze sprawę w swoje ręce i organizuje im życie. Ale gdy pszczelarz dostrzeże, że mu się już ul roi, stara się przechwycić królow± i osadzić j± w klateczce, żeby nie odleciała. Ul się roi - znaczy, że już jest w trakcie wyj¶cia, a to trudny moment, bo towarzystwo już się rozłazi. Dostrzec matkę i dogrzebać się do niej - to jak strzał w totolotka. Ale je¶li się tak szczę¶liwie zdarzy, to matkę się chwyta, zamyka w pudełku od zapałek albo w klateczce matecznej i wtedy jest gwarancja, że same pszczoły bez niej nie polec± - a matka jest w gar¶ci u pszczelarza! Pszczoły s± wtedy tak napełnione zabranym nektarem, że nie maj± siły ż±dlić, a je¶li pokropi się je wod± - nie wzbij± się do lotu. No więc, je¶li stworzy się im komfortowe warunki , tzn. gotowe nowe mieszkanie - to maj± ułatwione zadanie. Je¶li się matkę wrzuci do nowego ula, to one doń pójd±. Jest jednak duże ryzyko, że nic z tego nowego zasiedlenia nie będzie, bo pszczoły pamiętaj± topografię terenu. Mog± być całkiem zdezorientowane i drugi raz się z ula wyroić, bo będ± my¶lały ogłupiałe, że nie dokonały tegoż aktu rojenia. Dlatego łapie się matkę do klateczki i zamyka do ciemnicy, piwnicy. Tam pszczoły trzeba przegłodzić i przechłodzić dobę, dwie. W tym czasie zapomn± dotychczasow± orientację i dopiero na trzeci± dobę da się im ciasto pszczele i obsadzi w innym ulu, w innym skraju pasieczyska. Od razu można je obsadzać w ulu, ale w pasiece odległej o co najmniej 4 km. Bo pszczoły nawiguj± wg. słońca i koduj± dokładne położenie ula. Je¶li się go przesunie tylko o kawałek - pszczoła nie trafi, ogłupiała si±dzie na trawie.

Trzeba je przenie¶ć dalej niż 4 km., żeby zgubiły ten teren, który pamiętaj±. W nowej okolicy naucz± się nowego położenia. Najpierw lec±, rozpoznaj± miejsce i wszystkiego się ucz± - to znów robota zwiadowców. Wracaj± do rodziny i wszystko przekazuj± tańcem. Potem już robotnice lataj± po nektar i trafiaj± bezbłędnie z powrotem. Na tym polega wędrówka z pszczołami na wrzosowiska, na lipy, na grykę i rzepak.

Ale najlepiej dostrzec okres rojowy, tzn., fakt, że jest już taka tendencja, że pszczoły już wpadaj± na ten pomysł, że tworz± nowe mateczniki. Wtedy pszczelarz nie musi łapać matki, wystarczy, że sam fizycznie weĽmie czę¶ć plastrów z pszczołami i przeniesie do ula obok. Wystarczy, że je w tym momencie podzieli. Ale ważne, żeby zerwał mateczniki, by się nowa matka nie wykluła. Pszczoły ze star± matk± przestan± my¶leć o rojeniu, bo siła ich będzie osłabiona, wróc± do normalnej pracy. Natomiast ta czę¶ć, która nie ma matki na jajeczkach, podci±gnie nowe mateczniki - po tym pszczelarz pozna gdzie zabrakło matki. Wtedy mateczniki należy zerwać albo zostawić jeden, pielęgnować go, by wyszła nowa królowa, ewentualnie poddać matkę z pasieki zarodowej.

Życie ula dzieli się na hierarchie i etapy. Zwykła pszczoła żyje ok. 35 dni, a kolejnym czę¶ciom jej życia przypisane s± konkretne zadania: zaraz po wykluciu - czy¶ci ul, trochę póĽniej - przygotowuje komóreczki. W innym okresie - przejmuje nektar od zbieraczy, w jeszcze innym - wachluje, wentyluje ul, w jeszcze - jeszcze innym - zajmuje się larwami, potem - wypaca wosk, buduj±c plastry i dopiero w końcówce życia lata na kwiatki po nektar. Zwiadowcy sprawdzaj± z jakich kwiatków da się go w okre¶lonym momencie zebrać, przekazuj± tę wiadomo¶ć gdzie trzeba i robotnice posłusznie lataj± na pastwiska akacjowe, rzepakowe, lipowe czy na wrzos. Wybieraj± okre¶lone kwiatki, bo poci±gaj± je kolory, choć barwę postrzegaj± inaczej niż ludzie. Zdecydowanie preferuj± jaskrawo¶ci - st±d kolor uli. Ale już pszczelarz nie ubierze się na niebiesko, bo to dla pszczół dezorientacja.

Pszczoły na nogach zbieraj± pyłek (bardzo zdrowy dla ludzi, samo białko). Nektar przenosz± w wolu. Nektar jest wodnisty; to węglowodany, które na tym etapie jeszcze do niczego się nie nadaj±. Inne pokolenie pszczół siedz±ce w ulu ma za zadanie odparować nadmiar wody - i to jest wła¶nie dojrzewanie miodu. W ulu panuje temp. ok. 40 stopni, pszczoły pożeraj±c węglowodany z nektaru wytwarzaj± ciepło, dzięki czemu woda odparowuje, a miód nie fermentuje. Ale jak jest za gor±co - siedz± pszczoły na wylotku i machaj±c skrzydełkami wentyluj±, reguluj± temperaturę i wilgotno¶ć. Ależ w pasiece wtedy pachnie.... Jak to cieszy pszczelarza!

W ulu jest doskonale czysto. Pszczoły ul pucuj±. Pszczoły się w ulu nie załatwiaj± ( z przeproszeniem). Je¶li zdarzy się inaczej - znaczy - jest choroba.

Przed zim± przygotowuj± ul. Kitem, który nie tylko zakleja dziury, ale przede wszystkim ma wła¶ciwo¶ci bakteriobójcze - wy¶ciełaj± każd± szparę. Sam zapach kitu działa dezynfekuj±co. Zim± spada temperatura, więc się pszczoły zbijaj± w kł±b. W samym ¶rodku siedzi królowa, wokół niej - ciasno zbite robotnice ogrzewaj± j± własnym ciałem. One musz± rotować: te, które s± na zewnętrznej warstwie musz± wej¶ć głębiej, gdzie jest cieplej, a te ze ¶rodka - na zewn±trz, żeby nie pozamarzać. Musz± się na zmianę ogrzewać. Wykonuj± wtedy niewiele czynno¶ci, żeby nie tracić ciepła. Je¶li co niektóre padn±, zostaj± na dnie, reszta rodziny ich nie usuwa, żeby się w zimnie nie umęczyć. Ale jak tylko przyjdzie pierwsze ciepło - natychmiast sprz±taj± i czyszcz±.

Pszczoła nie szasta ż±dłem. ݱdło to harpun, który raz wbity nie da się wyj±ć. Wyszarpuj±c je - wyrywa sobie trzewia. Użycie go to ostateczno¶ć, więc ataki i agresywno¶ć pszczół to czysta fikcja. Ale je¶li jesieni± do ula wtargnie mysz, rzuci się na ni± ilu¶ tam desperatów samobójców, gin±cych dla dobra społeczno¶ci. Mysz zaż±dl± na ¶mierć. Żeby się nie rozkładała i nie zatruwała ula - balsamuj± j± kitem, bo przecież nie dadz± rady fizycznie wynie¶ć j± na zewn±trz. Co innego zim±. Wtedy gryzoń sieje spustoszenie, bo pszczoły nie mog± wyrwać się z kłębu, bowiem wówczas utrac± temperaturę i zgin±.

Zim± pszczoły żyj± dłużej niż 35 dni, bo nie trac± energii, nie pracuj± intensywnie. Matka nawet nie składa jajeczek, zaczyna je składać dopiero w lutym, gdy idzie ku wio¶nie. W maju za¶, matki znosz± ich już 2000 na dobę! Ale póki co, w marcu - kwietniu następuje wymiana pszczół - osobniki, które przetrwały zimę - gin±. One swoj± rolę już spełniły.

W pewnym momencie cyklu w ulu pojawiaj± się trutnie. Nie służ± one niczemu innemu poza odbyciem lotów godowych z młodymi matkami. (Robotnice nie maj± biologicznej zdolno¶ci płodzenia potomstwa. Ich zadaniem jest tylko opieka i troska nad nim). Matka już od jajeczka hodowana w specyficznej komórce, jest inaczej karmiona - dla niej pszczele mleczko! Dzięki niemu wykształcaj± się u niej narz±dy rozrodcze. Odbycie lotu godowego to nie żadna przypadkowa randka. S± specjalne „trutowiska", gdzie spotykaj± się trutnie z różnych pasiek, dzięki czemu nie dochodzi do aktów kazirodczych. Takich lotów matka odbywa kilka, ale jakby w jednej serii, kilkudniowej. Nigdy więcej już jej się to nie zdarza. Zapłodniona wraca do ula i składa jaja. I choć ona jest królow±, to tak naprawdę o równowadze w społeczno¶ci decyduj± robotnice, bo to one przygotowuj± komórki. Różnie przygotowuj± i gdy do komórki wejdzie matka - bada łapkami: komórka wypolerowana, kształt wła¶ciwy, poziomy - składa jajo, w międzyczasie zapładniaj±c je (efektem lotów godowych). Tu wykluje się larwa robotnicy. Komórka większa, okr±gła, w pionie, zkropl± mleczka pszczelego - tu będzie larwa królowej. Komórka duża, ale sze¶ciok±tna, nie okr±gła jak dla matki - to miejsce dla przyszłego trutnia. Do takiej komórki leci jajo nie zapłodnione. Trutnie po lotach godowych, przed zim±, s± wyrzucane poza społeczno¶ć. Rola skończona, dalsza ich egzystencja byłaby pasożytnictwem, na które pracowite pszczoły pozwolić sobie nie mog±. Trutnie nawet nie potrafi± ż±dlić... Nie przydadz± się już.

Szerszeń to straszny drapieżnik, wróg pszczół. Jeden dorodny lub dwa potrafi± zamordować cał± rodzinę. Łapie taki pszczołę, wysysa zeń soki i leci po następn±. Albo si±dzie na wylotku i czyha. ݱdło pszczele się do obrony nie nada, bo nie przebije szerszeniego pancerza. Ale i na szerszenia jest przez Naturę wymy¶lona rada: tak go pszczoły obsi±d± szczelnie, tak swoimi ciałami podnios± temperaturę, że go udusz±, zagotuj±, bo szerszeń w 40 stopniach ginie.

Ale przy wylotku stoi zawsze straż. Jak pszczoła przylatuje, to zanim wejdzie do ula, jest przez strażników identyfikowana. Każda matka wydziela swój własny, feromonowy zapach, którym przesi±knięta jest cała jej rodzina. Zapach ula zależy od pożytku, podobnie jak zależy do niego nastrój pszczół. Z pożytku kwiatowego wytwarzane s± miody nektarowe, a czym¶ zupełnie innym jest miód spadziowy. SpadĽ może być li¶ciasta, iglasta, z drzew i krzewów. Odpowiednie warunki pogodowe powoduj±, że drzewa wytwarzaj± soki, na których żeruj± mszyce i czerwce, ale ponieważ nie trawi± one cukrów prostych, to musz± je wydalić. I to wła¶nie zbieraj± pszczoły. Ten miód jest nieprzewidywalny - nie wiadomo kiedy się pojawi. Ale miód spadziowy jest bardzo warto¶ciowy, zawiera więcej pierwiastków (sód, potas, magnez) niż miody nektarowe. I nie uczula alergików.

Pszczoły s± wożone na pożytki w specjalnych ulach „wędrownych", np. styropianowych. Załadowane do samochodu albo na przyczepę jad± na odległe wrzosowiska, kwiatowiska...

Czasem pszczoły choruj±, wyjmiesz ramkę - zobaczysz tylko kupry martwych pszczół. Serce się kraje. To boli... Straszny widok. Równie straszny jak pasieczne „kataklizmy". Pewnego razu zawiozłem ule tu, niedaleko na Wyl±gi. Stoi spokojnie moja pasieka. I pewnej bez¶nieżnej zimy, w lutym, dostałem wiadomo¶ć, że co¶ się w tej pasiece stało. Były tam trzy rzędy uli - dwa z pszczołami i jeden rz±d pustych. I akurat w te zamieszkałe zwaliło się zabytkowe, ogromne drzewo o ¶rednicy pewnie ze dwóch metrów. Widok straszny. Stan±łem, popatrzyłem. Widzę swoj± bezsilno¶ć i głucho pytam „Panie Boże, za co!" I druga my¶l: nic tu po mnie. To natura, przypadek, ma prawo się tak zdarzyć, dziki zwierz może roznie¶ć pasiekę - takie rzeczy się przyjmuje z pokor±. Królestwo Natury... Już się miałem odwrócić na pięcie, gdy pomy¶lałem: a może jednak która¶ przeżyła?... I z A., gospodarzem ziemi, na której stały ule i z jakim¶ przypadkowym go¶ciem z pensjonatu, z Hiszpanem, przez 40 minut przy pomocy piły spalinowej wycinali¶my zwalony pień, by się dostać do ruin ulich, dosłownie wbitych w ziemię. I o dziwo! Trochę pszczół przeżyło katastrofę! Wynosiłem gar¶ci tego, co zostało, wymieszanego z pokarmem zimowym i wstawiałem do pustych uli. My¶lałem: a nuż się wyliż±, jako¶ dadz± sobie radę... Przenosiłem jak leciało, bez siatki, bez ochrony - to był przecież akt ratunkowy! Następnego dnia spadł ¶nieg. Gdyby spadł dzień wcze¶niej - biedne pszczoły - byłoby po nich. Ale co¶ nad nami czuwało i w sumie trzy ule wyszły cało z opresji. Na wiosnę były już zdrowiutkie. Ale jak sobie przypomnę te poprzewracane, połamane ule... straszny widok. Płakać mi się chciało"... (i Pan Romek naprawdę wygl±da jak kto¶, kto się za chwilę rozbeczy).

Pan Romek opowiadał i opowiadał, oczy mu błyszczały. Widać było, że decyzja o porzuceniu geodezji i okazyjnym, do¶ć przypadkowym kupieniu 3 pierwszych uli - była słuszna, aczkolwiek nijak się miała do dziecięcego strachu przed pszczołami i wstrętu, jaki ogarniał małego Romka na sam widok miodu. Poza tym, tak czy inaczej codziennie bywał w Dużym Domu Rodziców, w domu z ogrodem, a ula zapragn±ł, bo uznał, że może postawić w ogrodzie co¶ niekłopotliwego, a pożytecznego. W jego pojęciu, miód sam miał się przelewać wierzchem, należało tylko podstawić cebrzyk. Tak my¶lał. Same się pszczoły wyżywi±, żaden obowi±zek, sama słodycz.

W dalszej rodzinie był mistrz pszczelarski i jemu Pan Romek zwierzył się ze swych planów.
- Ule sobie kupię, panie Wiesiu, tylko sk±d się bierze pszczoły?
Pan Wiesio uszom nie wierzył.
- Oszalałe¶. Ty wiesz co¶ o pszczołach?
- Miód robi±.
Aha... Ule kupić od pszczelarzy, używane. Okazyjnie kupił. Pan Wiesio poradził, przypilnował, syrenk± Bosto przywiózł o ¶wicie. Te ule były z lat 40-tych. Nieszczelne. Zanim dojechali do domu, Panu Romkowi spuchła twarz. A Pan Wiesio, na domiar złego, b±kn±ł co¶ o chorobach pszczół.
- To pszczoły choruj±? Ja w takim razie daję panu, panie Wiesiu te ule w prezencie, pan sobie weĽmie. - A moja syrenka wozi ule tylko w jedn± stronę - odparł pan Wiesio.
Przyjeżdżał potem pokazywał, uczył. Z czasem Pan Romek, popełniaj±c błędy nowicjusza, popełniał ich coraz mniej. Wiedział, że nie wolno się do ula umyć pachn±cym mydłem. Nie daj Bóg - po piwie. Nie nerwowo, bo agresywno¶ć pszczołom ro¶nie. Ro¶nie im też z powodu zmian pogody, ci¶nienia, (pszczoły ¶wietnie te zmiany wyczuwaj±, jak dokładny barometr). Staj± się zło¶liwe, lepiej wtedy nie zaczepiać. Nastrój ich zależy też od pory roku, od pożytku - czyli od tego, jakie kwiatki odwiedzaj± (niebawem się dowiedział, jak bardzo agresywne s± na gryce). Ale póki co, niósł swoje pierwsze trzy ule i puchł. Dzi¶ mówi, że pok±sały mu głównie twarz, ale im dłużej słucham Pana Romka, tym większej nabieram pewno¶ci, że wtedy, na pocz±tku, dostał jedno celne ż±dło, jedno na całe życie, słodkie, złote i brzęcz±ce, ożywcze ż±dło prosto w serce.
bg
Przyp. Red.
Bardzo dziekujemy Panu Romanowi Wolnemu za życzliwo¶ć, cierpliwo¶ć i pomoc, jak± okazał.
_________________
miód | Polski Miód| Pszczela Wola | miody
Pożyczone od Darka ...
Powrót do góry
Ogl±da profil użytkownika Wy¶lij prywatn± wiadomo¶ć OdwiedĽ stronę autora
Wy¶wietl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FORUM ABSOLWENTÓW TP Pszczela Wola Strona Główna -> Pogaduchy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Warsztaty Pszczelarskie: Pszczelniczy Fundusz Asekuracyjny: Lubelskie Towarzystwo Pszczelnicze


Powered by phpBB © 2010 PSZCZELIPARK Group Wszelkie prawa zastrzeżone